Wiadomości z placówek
oriońskich prosimy
przesyłać na adres:
redakcja@orionistki.fr.pl
|
DZIAŁALNOŚĆ NA ŚWIECIE - MADAGASKAR
Madagaskar
Pierwsze Orionistki przybyły na Madagaskar w 1987r.
Pracują w grupie międzynarodowej. Przełożoną wspólnoty jest Argentyna, mistrzynią nowicjatu Malagaszka. Wśród 35 sióstr są dwie Polki: s. Bronisława i Zgodnie z charyzmatem Zgromadzenia organizują pomoc na rzecz biednych. Zajmują się też formacją przyszłych Sióstr Zakonnych.
Siostry Orionistki prowadzą na Madagaskarze przychodnię oraz stołówki. W stolicy z obiadów korzysta ok. 150 dzieci i ok. 50 staruszków. Posiłki wydawane są codziennie. Drugą stołówkę Siostry prowadzą w podmiejskiej parafii, zwanej Manampisoa. Tam obiady je ponad 200 dzieci. Warunkiem otrzymania posiłku jest uczęszczanie do państwowej szkoły. Dzieci te otrzymują też zeszyty, ołówki, niektórym z nich Siostry płacą czesne.
Siostry zdecydowały się na tego typu wsparcie, ponieważ wielu rodziców z tej wioski nie widziało potrzeby dawania wykształcenia dzieciom, choćby tylko nauczenia ich czytania i pisania. - Wszystko zaczęło się od odwiedzania rodzin. Okazało się, że w wiosce jest bardzo dużo dzieci. W niektórych rodzinach było ich nawet po dziesięć, dwanaście, ale uczyło się tylko jedno. Dlaczego? Po pierwsze: rodzice sami nie potrafili ani czytać ani pisać i nie widzieli potrzeby uczenia się dzieci. Po drugie: według ich przekonania dziecko musi być produktywne, choć ma tylko dziesięć, dwanaście lat. Musi pracować, zarobić na swoją miskę ryżu. A jak idzie do szkoły, jest nieproduktywne, tzn. nic nie przynosi, nie zarabia - S. Bronisława Smoter, orionistka z Madagaskaru. - Początkowo zaczęłyśmy pomagać dzieciom chodzącym do szkoły kupując im zeszyty i przybory szkolne. Okazało się jednak, że to nie zdaje egzaminu. Połowa dzieci się wycofała. Rozpoczęłyśmy więc wydawanie obiadów w stołówce. Zgłosiło się ponad dwieście dzieci i jak na razie wszystkie pozostały. Chodzą dzielnie do szkoły.
Inna Polska siostra opowiada: Wiele razy byłyśmy wzywane do szkoły do leżących bez przytomności dzieci, które mdlały z głodu. Dlatego w naszych ośrodkach nawet podczas wakacji stołówka funkcjonuje a często w takich punktach wakacje są skracane ze względu na dzieci, które z nich wracają w opłakanym stanie - wychudzone i schorowane.
Orionistki wybudowały także duży gmach, w którym otworzyły przychodnię lekarską i laboratorium. Na stałe zatrudniają lekarkę, Malgaszkę oraz kilka pielęgniarek. - Ludzie tutaj są naprawdę biedni. Nie mogą sobie pozwolić na to, by pójść do szpitala. Zresztą wszyscy panicznie boją się szpitala. Tutaj, na Madagaskarze, w szpitalu nie ma dosłownie nic, poza gołym materacem, bez prześcieradła. Trzeba przynieść ze sobą prześcieradło, jedzenie. Mieć pieniądze na zabiegi i lekarstwa. To wszystko przekracza możliwości biednych, szczególnie tych pozbawionych rodziny. Ale często też rodzina widząc, że ktoś jest ciężko chory, odsuwa się. Boi się wielkich wydatków. Do cierpienia fizycznego dochodzi dodatkowo cierpienie moralne - opowiada S. Bronisława.
Orionistki prowadzą na Madagaskarze dwie Przychodnie Zdrowia. Zajmują się także trędowatymi.
- Każda z nas musi być przygotowana do robienia opatrunków, zastrzyków, do udzielenia pierwszej pomocy a czasami do natychmiastowego podjęcia leczenia w wypadku malarii czy tyfusu, ale nie tylko. - opowiada polska Siostra - Pamiętam jak pewnego razu pojechałyśmy na kilka dni do jednej z wiosek, aby głosić Słowo Boże, gdyż Kapłan bardzo rzadko tam docierał. W nocy wezwano nas do przedwczesnego porodu. Proszę sobie wyobrazić nasze zaskoczenie gdyż żadna z nas nie była do tego dobrze przygotowana. Pobiegłyśmy jednak z pomocą wzywając opieki Matki Bożej. Po przybyciu na miejsce dziecko już przyszło na świat a nam pozostało zająć się chorą matką, a ponieważ jedna z nas już asystowała przy kilku porodach to wiedziała, co dalej robić. Po kilku dniach lekarz zbadał chorą i stwierdził, że pacjentka jest w dobrym stanie. Widzimy, że misjonarz dla ludzi jest wszystkim; wszystko umie i ze wszystkim sobie poradzi. Nie jest łatwo dorównać takim wymaganiom, - ale jak do tej pory odwagi i pomocy Bożej nigdy mi nie zabrakło. Wielką tragedią dla człowieka jest brak miłości i odrzucenie przez drugich. Z bardzo jaskrawymi przypadkami spotkałam się podczas siedmioletniego kontaktu z trędowatymi oraz przygarniając porzucone dzieci i niemowlęta. Pamiętam, jak pewnego ranka ludzie przynieśli nam niemowlę znalezione pod rosnącym przy drodze drzewem; było ono zmarznięte i walczyło ze śmiercią - nie pozostało nam, więc nic innego jak ochrzcić je i odwieść do szpitala. Po kilku dniach zmarło.
Inny przykład to otoczenie opieką dzieci znalezionych na śmietniskach, pełnych wrzodów i pcheł afrykańskich, które zżerają opuszki palców u rak i nóg. Takie przykłady z codziennego życia można mnożyć. W służbie biednej młodzieży żeńskiej otworzyłyśmy dwa ośrodki promocji dla młodych kobiet, uczymy je krawiectwa i przygotowujemy do godnego chrześcijańskiego życia, do prowadzenia i utrzymania rodziny, gdyż ten obowiązek w Afryce spada na kobietę. W tej chwili mamy 145 dziewcząt. Marzymy o wybudowaniu takiej szkoły na innej misji, do której należy siedem wiosek, gdzie nie ma takiego ośrodka. Na razie jest to tylko marzenie. W tej chwili jest nas stać tylko na kupienie ziemi a o reszcie musi pomyśleć Opatrzność Boża."
zdjęcia>>
|
|