SYLWETKA ŚW. ALOJZEGO ORIONE
LISTY
KANONIZACJA
MODLITWA
LISTY ŚW. ORIONE
List z dn. 1891.01.16
Tortona, 16 I 1891
(Wyższe Seminarium Duchowne)
Do kochanej mamy i braci (1)
Najukochańsza Mamo i najdrożsi Bracia,
Wiadomość o złym stanie zdrowia, w jakim się znajduje tatuś, wywarła na mnie wielkie wrażenie. Podeszły wiek, jak i brzydka pora roku mogą bardzo źle wpływać na jego chorobę. Jest bardzo wychudły i przygnębiony. Nigdy nie widziałem go w takim stanie. Proszę was o to, żeby miał zapewnione wszystkie możliwe środki leczenia. Starajcie się też, żeby był zawsze zadowolony i radosny; nie sprawiajcie mu żadnych przykrości ani się nigdy mu nie sprzeciwiajcie. Nie odmawiajcie mu niczego, gdy czegoś zapragnie.
Pamiętajcie, najdrożsi bracia, że jest on naszym ojcem. Bracia, gdy utracimy tatusia, nie będzie mieli nikogo...! Nikogo, kto by was tak kochał jak ojciec, kto by wam tak radził, jak doradza miłość ojcowska. Nikt nie będzie więcej myślał o nas. Będziemy go, drodzy bracia, szukali wokół siebie, ale go już więcej nie ujrzymy, będziemy sierotami!
To stwierdzenie pobudza mnie do płaczu! A wy, czyż nie płaczecie? Och, jaka to przykra myśl: być bez ojca! Moi bracia, ja osobiście nie mogę być przy nim, by go, podnosić na duchu i pocieszać - wy zróbcie to za mnie.
Mówcie mu często o tym, że myślę zawsze o nim, że życzę mu wiele dobrego, że ofiarowałem Bogu swoje życie za jego wyzdrowienie. Mówcie mu i czyńcie wszystko, co go może rozweselić i co go maże podnieść na duchu; jednym słowem otoczcie go wszelką pieczołowitością i troską, które waszemu sercu podyktuje raczej miłość niż obowiązek; postarajcie się o jego wyzdrowienie.
Dowiedziałem się, że lekarz z Pontecurone zdał się na konsylium lekarskie; nie zwracajcie uwagi na wydatki, wszystko wam się zwróci. Niech się odbędzie to konsylium, należy nadto wezwać na nie jak najlepszych lekarzy, jakich znacie. Bardzo pragnę, żebyście mnie często i szczerze informowali, jak się czuje, jak wygląda przebieg choroby i co mówią lub myślą lekarze. Jeśliby poczuł się gorzej, dajcie mi znać jak najprędzej. Gdyby chodziło o udzielenie wiatyku, zawiadomcie mnie bezzwłocznie. Pragnę być przy nim, jak tylko się rozstrzygną wątpliwości, czy wyzdrowieje czy nie.
Moja mamo, odwagi i cierpliwości! Miejmy nadzieję, że nic złego się nie stanie. Nasze modlitwy uratują go wbrew wszelkiej nadziei.
Gdy modlę się za tatusia, modlę się i za ciebie, dlatego znoś z cierpliwością te wszystkie niewygody, które choroba może ci sprawić. Niech dla ciebie będzie pociechą myśl, że twoi synowie będą się zawsze troszczyć o ciebie i to na wszelki sposób, że będziesz zawsze królową domu i naszą dumą, a twoje słowo będzie dla nas prawem i rozkazem.
Matko i bracia, zostańcie z Bogiem! Polecam wam tatusia, którego tak bardzo kocham (...) (2).
Zawsze wasz syn i brat najoddańszy
Kleryk O. Alojzy J.
(1) Jest to chyba pierwszy list, jaki napisał ks. Orione jeszcze jako młodziutki kleryk.
Uwaga: adresat, występujący w każdym liście, nie zawsze jest wskazany przez ks. Orionego - często pochodzi od wydawców włoskiego zbioru listów, często od tłumacza niniejszego wydania.
(2) Nawiasy w tekście pochodzą z wydania włoskiego listów.
List z dn. 1892.01.28
28 I 1892
Do kolegi kleryka Wincentego
Mój Wincenty,
Pozdrowienia i pokój Chrystusowy! Kiedy się dowiedziałem od Albina (1), że ty, mój przyjacielu, modliłeś się za mnie, moje biedne serce, zranione z powodu śmierci tatusia, płakało z radości! Taka dusza jak twoja stworzona jest tylko po to, żeby nieść pokrzepienie temu, kto płacze. Modlitwa twoja była balsamem na moje cierpienie; nieszczęście przekonało mnie jeszcze raz, że tylko wiara kształtuje serdecznych przyjaciół i uświęca ich uczucia.
Ty wiesz dobrze, drogi przyjacielu, że życzę ci jak najlepiej, że kocham cię święcie i po bożemu i że jeżeli nazywam siebie twoim przyjacielem, to nim jestem dlatego, żeby ci pomóc zastać świętym.
Posłuchaj więc, bracie, słowa najniegodniejszego lewity Bożego; posłuchaj tego słowa, choć jest ono pozbawione piękna - słowa z serca, które cię bardzo kocha, i z duszy, która jest gotowa umrzeć dla twojego zbawienia. Wincenty, czy nie widzisz, że wszystko przemija i że chwała i szczęście tej ziemi są tylko snem? O, już czas skończyć ze światem, a oddać się Bogu! Co nam pomogą przy śmierci honory i dostatki, jeżeli nie będziemy święci?
A więc, bracie, odwagi! Powiedzmy stanowczo zwodniczemu światu: hańba twoim gorzkim złudzeniom, i naśladujmy Chrystusa. Czy nigdy nie myślałeś o swojej przyszłości i nie zastanawiałeś się nad zamiarami Boga względem ciebie lub nad świętością życia apostolskiego? Pomyśl teraz i decyduj się! Czyżbyś w godzinę śmierci nie był zadowolony z tego, że tyle łez otarłeś biednym? Że zbawiłeś tylu naszych biednych braci, którzy z błaganiem wyciągali do ciebie ręce? Czyżbyś wówczas nie płakał z radości mając świadomość tego, że poszedłeś drogą zaparcia się i ofiary, a stułę kapłańską zrosiłeś kroplami twego potu i krwi? O bracie mój, zastanów się dobrze i zadecyduj wspaniałomyślnie na korzyść Chrystusa. Serce Jezusowe płacze krwią, ponieważ ludzie idą na potępienie. Czyżbyś zatem nie spieszył jak anioł boży, by ich ratować i zbawiać? Bracie, jeżeli Bóg cię wzywa, jeżeli Jezus cię zaprasza, byś szedł na Kalwarię, byś z Nim żył i umierał, posłuchaj Jego głosu, zrób postanowienie i stawaj się świętym.
Pracuj energicznie nad własną doskonałością i nad tym, żebyś był dobrym klerykiem. Ja osobiście spodziewam się, że zostaniesz świętym kapłanem, a może apostołem. Tymczasem myśl nad tym, żebyś był dobrym kapłanem...! Wiem: sama nazwa ksiądz nastraja dziś do obelg zarówno pospolity tłum, jak nikczemne dusze tych, którzy rządzą. Księdza uważa się za mumię XIX w. Prawdziwy ksiądz żyje dzisiaj ofiarą i sam jest składany w ofierze. I właśnie dlatego my zostaniemy księżmi. Chcemy i musimy być księżmi pełnymi świętości i uduchowienia. Niech drży bezbożność przed naszym wzrokiem!
Odwagi i naprzód - wciąż naprzód, ku dobru! Jezus, Dusze i Papież! Żyjmy i umierajmy dla Chrystusa; żyjmy i poświęcajmy się dla zbawienia naszego i dla dusz; żyjmy i polegnijmy po bohatersku dla świętych celów papieża, które utożsamiają się ze świętymi prawami Chrystusa - oto program świętych, przyswójmy go sobie! Czynu i modlitwy, ofiary i odwagi!
Naprzód bracie, przyszłość należy do katolicyzmu! (...) Hańba krzyża i wola papieża będą naszą najpiękniejszą chwałą (...). Twój w Sercu Jezusa
brat Alojzy od J + DP (2)
(1) Kolega ks. Orionego, który umarł na gruźlicę; w czasie choroby był pod jego opieką.
(2) Jezusa, Dusz i Papieża.
List z dn. 1903.02.11
Tortona, 12 IV 1903
Do najdroższych Aspirantów i Nowicjuszy naszego Zgromadzenia, do najdroższych i czcigodnych moich Braci i Synów w służbie Boskiej Opatrzności - Koadiutorów, Pustelników i Kleryków a także do Was, najczcigodniejszych Kapłanów Zgromadzenia - towarzyszy i drogich Braci w służbie Bożej i w Najświętszym Sercu drogiego Pana i Ojca naszego Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego, życia i miłosierdzia naszych dusz oraz w Najświętszej Maryi Niepokalanej - słodkiej naszej Matce G. P. A. M.
"Instaurare omnia in Christo - Odnowić wszystko w Chrystusie" (św. Paweł, Ef 1, 10 wg Wulgaty)
Pax vobis! Pokój Pana niech będzie z wami - z wami wszystkimi teraz i zawsze, o moi najdrożsi.
"Gaudium magnum annuntio vobis - Ogłaszam wam radość wielką" (por. Łk 2, 10). Dzieło Boskiej Opatrzności zostało zaaprobowane kanonicznie jako zgromadzenie zakonne, tak jak wam napisał w moim imieniu brat Kasper Goggi; dzisiaj - w wielkanocne święto Zmartwychwstania naszego Pana i w rocznicę moich święceń kapłańskich - miałem bardzo wielką i naprawdę świętą, niebiańską radość złożenia ślubów zakonnych - ubóstwa, czystości, i posłuszeństwa na ręce naszego czcigodnego ks. biskupa. Niech więc będzie błogosławione święte imię Pana teraz i na wieki, "który jeden czyni cuda - qui facit mirabilia solus" (por. Ps 71 [72], 18). "Sit Nomen Domini benedictum! Sit Nomen Domini benedictum! Sit Nomen Domini semper benedictum - Niech imię Pańskie będzie zawsze błogosławione!" (por. Job 1, 21).
Bardzo wam dziękuję za modlitwy na intencję mojej biednej duszy, a szczególnie za modlitwy podczas moich rekolekcji jako przygotowania do złożenia świętych ślubów, przez które dzięki waszym modlitewnym prośbom Pan, "Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy - Pater misericordiarum et Deus totius consolationis" (por. 2 Kor 1, 3), pozwolił mi czuć całą słodycz swojej świętej służby. Postaram się wam to wynagrodzić, modląc się zawsze i dużo za was i za łaską Bożą wziąć na siebie większą troskę o wasze dusze i o domy Zgromadzenia.
Módlcie się teraz więcej za mnie - gdy tak jak nigdy przedtem czuję moją nicość - abym godziwiej odpowiedział łasce Pana naszego, "a (Jego) radość pozostała i była pełna - et gaudium maneat et sit plenum" (por. J 16, 24), tak żeby ten, który rozpoczął dzieło doskonałości, "tego dokonał sam - ipse et perficiat" (por. 2 Kor 8, 6). Tak bardzo ufam w wasze gorące modlitwy.
Och, jakżebym chciał mieć was koło siebie, gdyby to było możliwe, i mieć czas na napisanie listu do was. Ale zaraz po otrzymaniu dekretu udałem się na rekolekcje. Jakżeby ta było krzepiące mieć was wszystkich przy sobie, was - świadków mojego pełnego i całkowitego oddania Panu, i jak wielka byłaby również wasza radość, którzyście musieli niestety tyle razy patrzeć na moje niewdzięczności i gnuśność względem Jego łaski!
Jakżeby radowali się nasi drodzy bracia, którzy już pomarli - pobożny Ottaggi, pobożny Montagna, piękna dusza brata Hygina i wielu innych, którzy się oddali Zgromadzeniu, a pomarli pierwej nim zaświtał ten dzień. Zapewne oni z nieba - gdzie już są, jak sądzimy - przyśpieszyli ten dzień i zstąpią duchem wraz z Maryją Najświętszą - naszą Matką, naszymi aniołami i protektorami Zgromadzenia i wraz z innymi klerykami, którzy - jak się spodziewamy - są w niebie.
Czułem waszą obecność, tak jak czułem moją wśród was w waszych modlitwach w tej uroczystej chwili.
Spodziewam się jednak, ze niedługo zobaczę się z wami; pragnę, by - skoro tylko będzie to możliwe - znaleźć się wśród was.
Tymczasem błogosławmy i dziękujemy razem Panu za łaskę udzieloną nam i Zgromadzeniu, i prośmy, żeby zapomniał nasze przeszłe niewdzięczności za przyczyną naszej Matki niebieskiej - Maryi Najświętszej; błagajmy w pokornych i nieustannych modlitwach, żeby je przyjął jako woń słodyczy, żeby podźwignął nas ze słabości, unicestwiając nas wobec Siebie i oddając jakby martwych Jezusowi Chrystusowi wyłącznie celem życia z Nim i dla Niego, oraz żeby udzielił nam łaski wierności świętemu powołaniu, tak iżby nie został odrzucony przez niebieskiego Budowniczego żaden z pierwszych kamieni.
Przesyłam poszczególnym domom kopię aprobującego dekretu z tłumaczeniem włoskim; rano 19 kwietnia - w niedzielę białą będzie on odczytany w języku łacińskim i włoskim po mszy św., podczas której w miarę możliwości niech się przyjmie komunię św. i zachęci do jej przyjęcia wychowanków; wieczorem zaś podczas nieszporów o św. Innocentym - biskupie Tortony - należy się modlić o pomyślność dla Ojca św., dla ks. biskupa, dla Zgromadzenia i dla mnie, który z posłuszeństwa jestem wyznaczony do uświęcenia waszych dusz.
Należy odśpiewać "Te Deum". Na znak zaś posłuszeństwa po odczytaniu dekretu przez kapłana danego domu koadiutorzy, pustelnicy i klerycy podejdą zaraz do niego, żeby mu ucałować rękę.
Jakże jest szczęśliwy człowiek, który wyrzeka się własnej woli i wszystkiego dla Jezusa Chrystusa! Jakże szczęśliwy ten, który dla miłości Jezusa staje się dzieckiem! W tym kierunku, o drodzy synowie i bracia, w tym kierunku powinny iść nasze studia, wszystkie nasze wysiłki i wszystkie modlitwy, tak abyśmy umieli upokarzać się u stóp Jezusa i dla miłości Jezusa, aż da posłuszeństwa dziecięcego i wyrzekali się naszej woli. Wtedy odczujemy, jak słodką rzeczą jest służba Panu, a serce doświadczy słodyczy Boga (...).
Wasz najoddańszy w Panu, w Matce Najświętszej
ks. Alojzy Orione
ze Zgromadzenia "Boskiej Opatrzności"
(1) Gesu, Papa, Anime, Maria - Jezus, Papież, Dusze, Maryja.
List z dn. 1903.04.12
Rzym (Monte Mario, Kolonia Najświętszej Maryi), 3 VII 1903
(Rocznica inauguracji świątecznego oratorium św. Alojzego w pałacu biskupim w Tortonie - pierwszej kołyski naszego najmniejszego Zgromadzenia)
Do Sylwiusza Ferrettiego kandydata do Zgromadzenia
Mój dobry Synu w Jezusie Chrystusie,
Upływa już kilka dni od kiedy chciałem napisać do ciebie, ale dotychczas jakoś nie mogłem znaleźć bardziej dogodnego czasu. Nie wiem, jak długo będę zmuszony zatrzymać się w Rzymie; możesz więc tu mi odpisać. Tutaj będę się modlić, tak jak się modliłem za ciebie, żeby nasz Pan i Maryja Najświętsza - Matka Boskiej Opatrzności wspomagali cię i rozpalali wielką miłością.
Pomodliwszy się przede wszystkim w tych ostatnich dniach, powiadam ci, żebyś był spokojny, ponieważ przekonałem się o prawdziwości twojego powołania do Dzieła Boskiej Opatrzności; również ty trwaj na modlitwie i umartwieniu wszystkich twoich zmysłów na drodze, na którą cię wprowadził Bóg; przez bardzo czułe nabożeństwo do Matki Bożej i pilność we wszystkich pracach dnia, przez uważną ucieczkę od każdego choćby cienia niebezpieczeństwa i rozproszenia staraj się o zasłużenie sobie tego u Pana i Najświętszej naszej Matki, żeby twój wielki dar jeszcze bardziej został utwierdzony.
Co się tyczy twoich rodziców, ta są oni dobrymi chrześcijanami, takimi którzy mają wielką bojaźń Bożą; obecnie i oni już są przekonani.
Powiedz im, żeby ci dali wolną rękę w sprawie pójścia tam, dokąd cię wzywa Bóg, a zobaczysz, że dla miłości Bożej uczynią poświęcenie, tym bardziej że oddając ciebie Bogu nie tracą cię, ale zabezpieczają wieczne zbawienie twojej i swoich dusz. Powiedz też twojemu ojcu, że dziś i ja jestem tego samego zdania po całkowitym rozważeniu wszystkiego i po modlitwie, żeby mnie Bóg oświecił; w tej także intencji modliłem się na grobie świętych apostołów Piotra i Pawła, św. Filipa Neriego, św. Ignacego, przed ramieniem (relikwią) św. Franciszka Ksawerego i przed licznymi innymi świętymi męczennikami i dziewicami świętego miasta Rzymu. Obecnie, po wielu doświadczeniach ani ja, ani twoi rodzice nie możemy ze spokojem sumienia przeszkadzać ci czy opóźniać twoje kroki i to - proszę cię - powiedz własnemu ojcu, który - jeżeli okazał się trochę surowy - zrobił to na skutek mojej rady, a zatem teraz w moim imieniu i dla spokoju mojego sumienia powiadom go o tym.
Jednak dobrze zapamiętaj: wstępując do nas przychodzisz do bardzo ubogich i biednych sług bożych i musisz wyrzec się wszystkich spraw ziemskich, wszystkich wygód, a także wyrzec się na zawsze własnej woli. Tutaj nie będziesz miał żadnej innej nadziei, jak tylko utrudzenie i cierpienia dla miłości Jezusa ukrzyżowanego, jedynie szukanie miłości Jezusa i w Jezusie dusz dla Niego; jeślibyś szukał czegoś innego, zdradziłbyś całkowicie ducha naszych ślubów.
Módl się więc gorąco, jeżeli rzeczywiście czujesz się powołany do naśladowania przez całe twoje życie naszego Pana na Kalwarii, jako że nasze życie jest kalwarią, jest stałą ofiarą, i jeżeli Matka Najświętsza cię wzywa do tego dzieła, które nie jest ani moim dziełem, ani dziełem kogoś innego, ale całe należy do Najświętszej Maryi; dlatego z synowską religijną pokorą zegnij kolana przed twoim ojcem i twoją matką i proś ich o przebaczenie przewin i wykroczeń, które popełniłeś w całym twoim życiu i proś o pozwolenie, oraz dla miłości Bożej - o ojcowskie błogosławieństwo.
Oni - zobaczysz - nie pozwolą ci na dalsze oczekiwanie, ponieważ sam Bóg da im się odczuć, i zrozumieją, że w sprawach dotyczących Boga, sumienia i powołania nie mają żadnej kompetencji - mogą dać ci radę, ale w sumieniu nie powinni ci przeszkadzać ani opóźniać twoich kroków na drodze, którą Bóg ci wyznaczył, tym bardziej że nikt nie może decydować o cudzej przyszłości.
Jeżeli zaś chodzi o zdrowie, skoro Pan dał ci takie powołanie, da ci też wystarczająco dobre zdrowie, byś je wypełnił; bądź skłonny do posłuszeństwa i lecz się zgodnie z radą przełożonych.
Mój drogi synu, droga powołania zakonnego jest na pewno trudna i ciernista, ale miłość Boża sprawi, że będzie słodka i łatwa. Kochaj coraz bardziej naszego Pana i Matkę Najświętszą raju niebieskiego. Pogarda siebie samego i świata, pragnienie nieba, miłość ubóstwa, praktyka modlitwy i umartwienia - to to, o co cię proszę ze świętego miasta Rzymu. Atoli oddajmy wszystko i samych siebie w ręce Pana i naszego Odkupiciela Jezusa oraz w ręce Maryi Jego Matki i Matki Zgromadzenia, będąc spokojni i wytrwali w żywej wierze w Opatrzność Bożą.
Jeżeli chodzi o ciebie, powiedz twojemu ojcu, żeby mi napisał wszystko, co by chciał wypowiedzieć, i że mi tym zrobi wielką przyjemność oraz że obydwaj zawsze dobrześmy się rozumieli. Co do twego zdrowia zapewnij, że zadbam o nie tak, jakbym należał do twojej rodziny, natomiast w sprawie twego powołania powiedz mu też, żeby był spokojny, zdając się na moje przeświadczenie o twoim powołaniu i że skoro je masz - o czym zresztą on jest obecnie przekonany - nie możemy ze spokojem sumienia trzymać cię w niepewności, ponieważ Bóg mógłby ukarać nas za to wszystkich - mnie i twoją rodzinę, mógłby ukarać ciężko mnie za to, że cię nie przyjmuję, i ich - że ci nie pozwalają na szybkie przyjście, skoro Bóg cię wzywa.
Poza tym wierz, że twój ojciec i cała twoja rodzina są ludźmi, którzy rozumieją to tak, jak my księża, ponieważ mają cnotę bojaźni Bożej i z pewnością nie chcą obciążać swego sumienia nawet za cenę złota całego świata. A zatem przyjdź do nas. Czując twoje powołanie Boże, jako kapłan Pana - choć bardzo niegodny - powinienem powiedzieć, żebyś był spokojny w Bogu, bez wahań i bez ociągania; módl się z wiarą, a następnie z wiarą w Boga, który wszystko może, przemawiaj do chrześcijańskiego serca twego ojca i twojej matki, a zobaczysz, że nasz Pan udzieli ci łaski; najpierw nim wyjdziesz z domu - powtarzam - uklęknij z wielką pokorą przed twoim ojcem i twoją matką i proś o przebaczenie wszelkich przewinień, które popełniłeś, lub złego przykładu, jaki dałeś im i rodzinie, tudzież proś, żeby ci dali swoje święte błogosławieństwo.
Ponieważ będziesz synem Boskiej Opatrzności we wszystkim i dla wszystkich, odchodząc nie proś o nic rodziny - ani o ubranie, ani o bieliznę, ani o pieniądze, ale tylko o jałmużnę, a więc o to, co masz na sobie, a to dla miłości naszego Pana Nauczyciela Jezusa Chrystusa; odmów przyjęcia wszystkiego innego.
Gdyby chcieli ci dać pieniądze, ubranie czy bieliznę, odmów przyjęcia tego radząc grzecznie, żeby dali to biednym, iżby ci modlili się za ciebie i za nasze drogie Zgromadzenie.
Gdyby natomiast nalegali, wtedy przyjmiesz to, co ci dadzą jako jałmużnę i dar, który Bóg zsyła - przyjmiesz to jako pochodzącą z ręki Bożej ofiarę na Zgromadzenie i podziękujesz za nią; powiesz, że będziemy się modlić za nich i za całą twoją rodzinę. Następnie po przyjęciu komunii św. udasz się - w miarę możliwości pieszo - do Tortony, gdzie zaraz odnowisz twoje całkowite oddanie się u stóp naszego najświętszego godnego czci Pana i Ojca; w tym momencie proś Go, żeby i mnie okazał miłosierdzie, mnie - twojemu biednemu bratu w Jezusie Chrystusie.
Gdyby twój ojciec jeszcze nie uznał za właściwe pozwolić ci na odejście z domu, wtedy będziesz się modlił, umartwiał i z wiarą oczekiwał. "Sustine Dominum - Wyczekuj Pana" (por. Ps 26 [27], 14), ponieważ Pan uznaje za najlepszy środek pouczenia, oczyszczenia i wyniszczenia się z miłości ludzi to, że im każe oczekiwać. Ale mam nadzieję, że to się nie przydarzy; powiesz twojemu dobremu ojcu, twojej dobrej matce, że ks. Orione poleca im powiedzieć, żeby zaufali Bogu i żeby pozwolili na spełnienie się Jego świętej woli względem ich rodziny, i że w ten sposób zapewnią sobie niebo i będą błogosławić godzinę, w której oddali cię Bogu.
Tymczasem pozdrów ich ode mnie; złóż uszanowanie również twojemu dobremu proboszczowi i ks. Franciszkowi. Błogosławię ci z głębi serca i polecam ci bardzo ale to bardzo modlitwę za naszego Ojca św. - Leona XIII, żeby go Bóg przyjął do chwały wiecznej (1). Dzisiaj miałem radość modlić się trzykrotnie u stóp Ojca św. - byłem pierwszym i ostatnim przy nim kapłanem. Gdybyś widział, wygląda on jak anioł boży, drogi Ojciec św.!
Posyłam ci obrazek Matki Bożej. Wręczysz go twojej mamusi i powiesz jej, żeby go zatrzymała i modliła się z wielką wiarą do niego oraz wyjmowała w czasie wielkich potrzeb, a zobaczy cuda.
Zaufaj Opatrzności i módl się oraz wierz głęboko, że Opatrzność Boża będzie cię łagodnie prowadzić po drodze twego uświęcenia i po drodze pokoju.
Módl się nieustannie za mnie.
Pozdrów także twojego ojca i twoją matkę i wszystkich. Błogosławię ci w imię Boga; Ojciec, Syn i Duch Święty niech zamieszka w twoim sercu na zawsze. Amen!
Twój najoddańszy w Jezusie Chrystusie i Matce Najświętszej
ks. Orione Alojzy D. B. O.
(1) Tę część listu ks. Orione musiał pisać po 20 lipca - czyli po dacie śmierci Leona XIII. List z dn. 1905.01.18
Tortona, 18 I 1905
(Święto stolicy św. Piotra apostoła w Rzymie)
Do ks. bpa Bandiego
ordynariusza diecezji tortońskiej
Najczcigodniejszy mój Ojcze w naszym Panu Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym,
Od dziesięciu lat, to jest od swoich początków, pokorne Zgromadzenie "Dzieło Boskiej Opatrzności", któremu dobroć Boża pozwoliła narodzić się u stóp waszych w tym mieście św. Marcjana, przyjęło - wierzymy, że z polecenia Pana - za swoje motto i program Pawłowe: "Odnowić wszystko w Chrystusie - Instaurare omnia in Christo" (Ef 1, 10 wg Wulgaty).
To motto stanie się naszą pieczęcią, będzie wydrukowane na naszych blankietach i pismach czcionkami purpurowymi oraz bardzo jasnymi na czerwonych sztandarach i na białych flagach, które w większe uroczystości zdobią i łopocą na domach Boskiej Opatrzności.
Motto: "Instaurare omnia in Christo" jako podstawa - tak to wyrażę - reguł, które Wasza Ekscelencja raczył zatwierdzić, jest dzięki łasce Bożej w sercach synów Boskiej Opatrzności; bywa powtarzane co dzień w tym i w innych domach Zgromadzenia przez członków tego Zgromadzenia, przez młodych wychowanków naszych instytutów wychowania chrześcijańskiego i przez wychowanków kolonii rolniczych - i to przed i po pracy, oraz podczas modlitw. Albowiem motto: "Instaurare omnia in Christo" było zawsze zawołaniem, ideą, która całkowicie ukazuje misję Zgromadzenia i jego ofiary; hasłem, światłem, które ożywia, podnosi i dobrze wskazuje cel naszego życia i naszej działalności we wspólnocie, oraz oddechem naszego życia i naszej śmierci; przez to (motto) zamierza się w sposób szczególny skierować do Boga przyrzeczenia, tęsknoty, modlitwy, najgorętsze pragnienia, żeby odnowił się w Jezusie Panu naszym każdy człowiek i cała ludzkość.
W dniu, w którym za łaską Bożą dane mi było złożyć święte zakonne śluby w czcigodne ręce Waszej Ekscelencji (kwiecień 1903), prosiłem, o mój najdroższy ojcze w Panu, o spowodowanie tego, żeby dla nas i dla dusz motto: "Instaurare omnia in Christo" stało się bardziej skuteczne i zasługujące przez udzielenie odpustu (1) na przyswojone przez nas zawołanie św. Pawła - zawołanie, które już u apostola było wyrazem dążenia pod natchnieniem Ducha Świętego. Wasza Ekscelencja okazał wtedy dużą gotowość, ale musiałem szybko wyjechać i w tym względzie nie zrobiło się nic.
Atoli kilka miesięcy później za swoje motto przyjął nasz ojciec Pius X "Instaurare omnia in Christo" ku wielkiej radości naszej - synów Opatrzności i przekazał je światu, pełnemu niepewności, jako pierwsze słowa i program całego swego sławnego pontyfikatu.
Od tego dnia motto: "Instaurare omnia in Christo" będą sławić piękne stronice ksiąg uczonych i bardzo pobożnych ludzi wiary, którzy ukazali jego boską mądrość. Pasterze świętego Kościoła i Wasza Ekscelencja, nie ostatni, powtarzali je swojemu ludowi, i tak powstało uroczyste wołanie o nowe życie w całym chrześcijańskim świecie.
Ekscelencja pozwoli, że klękając u jego kolan we własnym imieniu i wszystkich moich braci w zakonie, w imieniu naszej młodzieży i tylu przyjaciół i dobrodziejów Zgromadzenia powtórzę pokornie dawną prośbę i zaraz gorąco poproszę dla miłości naszego Pana Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i dla naszej najmiłosierniejszej Matki Najświętszej, żeby raczył wzbogacić wszystkimi skarbami, które mu są dane do dyspozycji, zawołanie Pawłowe: "Instaurare omnia in Christo"; będzie ono wymawiane przez jedną lub kilka osób w całości, lub też dwuczłonowa przez kilka osób, tak jak się zwykło w domach Zgromadzenia: "Instaurare omnia" i jak gdyby swego rodzaju odpowiedź: "in Christo" - traktując to zawołanie jako dążenie i jako życzenie naszych dusz, żeby Chrystus zmartwychwstał we wszystkich sercach i odnowił w sobie każdego człowieka i wszystkich ludzi.
Dziękuję ci, o mój najczcigodniejszy ojcze, za ten akt ojcowskiego uczucia względem Dzieła Boskiej Opatrzności i za znaczące pokrzepienie, które przezeń dasz naszym przyjaciołom i dobrodziejom i tylu pobożnym duszom diecezji, i nie tylko samej diecezji.
Owszem powiem, o mój dobry ojcze, że natchnione wyrażenie apostoła, stawszy się dążeniem wiary i chrześcijańskiej nadziei, przyniesie bogactwo duchowych skarbów w chwili, gdy uwydatnia największą potrzebę, jaką odczuwa świat. Ufam, że zmieni się jakby w echo serc synów - odbicie pragnień Ojca św. Piusa X i zjednoczy ich bardziej w nim, tak jak to jest w zamierzeniach naszego Zgromadzenia.
"Instaurare omnia in Christo" - wyrażać będzie całą naszą wiarę, naszą nadzieję, naszą miłość; będzie życzeniem Bożego świtu nad nami - świtu lepszych dni, w których niech Chrystus żyje zawsze, króluje i triumfuje we wszystkim.
Ze czcią i szacunkiem syna w Jezusie Chrystusie całuję święty jego pierścień.
Oddany ks. Alojzy Orione
ze Zgromadzenia "Boskiej Opatrzności"
(1) 19 I 1905 r. ks. bp Bandi udzielił 50 dni odpustu.
List z dn. 1908.01.06
Tortona, 6 I 1908 (Trzech Króli)
(Od stóp naszej Najświętszej Matki niebieskiej)
Do wszystkich członków Zgromadzenia
"Instaurare omnia in Christo
Odnowić wszystka w Chrystusie" (Ef 1, 10 wg Wulgaty)
Moi drodzy Synowie w Panu,
Tak jak spodobało się dobroci Bożej dać nam pewnego razu znak przygotowujący nas na bolesne próby, tak wydaje mi się, o drodzy synowie, że bieżący rok, w który za łaską Bożą wkroczyliśmy, będzie dla mnie i może dla całego naszego małego Zgromadzenia rokiem bardzo wielu utrapień.
Nie boję się jednak, o moi drodzy synowie, bólów i prób, które spodoba się miłosierdziu Bożemu zesłać na nas; to czego się boję, to słaby duch, jaki się obecnie pojawia u niektórych naszych braci.
Widzę, że nie miłuje się ubóstwa w chwili, gdy cudem Boskiej Opatrzności jest to, że przy stole każdy ma wystarczająco chleba i zupy do zaspokojenia głodu; ale nawet gdy jest jeszcze więcej, z dobroci Pana, są tacy, którzy nigdy nie są zadowoleni, ponieważ nie troszczą się o ducha umartwienia i nie biorą pod uwagę tego, że przebywają w domach Opatrzności i ubóstwa zakonnego.
Wy, o moi synowie, dobrze znacie zadłużenia wszystkich domów. Mało się miłuje posłuszeństwo, a więcej się myśli o wspinaniu wzwyż i o szybkim otrzymaniu święceń, niż o zaparciu się siebie; mało się poważa cnotę miłości - szemrze się i mówi źle o tamtym i owym.
Wiem, że niejeden z łatwością sobie łazikuje, że z łatwością niektórzy wychodzą i idą na napitki do barów lub zgoła zajmują się czymś innym niż dbaniem o życie wewnętrzne - zajmują się wszystkimi, interesują się wszystkim z wyjątkiem poważnej troski o siebie, o poprawienie się, oddanie się naprawdę miłości Pana. To nie jest dobre.
Na miłość boską, nie pozwólcie, żebym jeszcze miał słyszeć takie rzeczy!
Na miłość boską, zjednoczmy się z Bogiem; nie wyrządzajmy Mu przykrości, ponieważ nie powinniśmy mieć nikogo poza Bogiem! Bóg, jeżeli ktoś tak będzie nadal postępować, opuści go, a nadto Pan nie będzie błogosławił Zgromadzeniu. Bardzo boję się tego, jeżeli nie poprawimy się.
Niech każdy pomyśli o sobie i stara się poprawić. Komu zaś nie podoba się Zgromadzenie, zachowanie wspólnego życia, niech sobie idzie z Bogiem. Jestem bardzo zadowolony z tych braci, którzy wystąpili, jako że owce zarażone zarażają inne.
Nie ma znaczenia to, że pozostanie nas mało; Bóg nie chce, żeby nas było dużo, ale żebyśmy byli dobrzy i święci.
Powtarzam: być może bóle będą wielkie, ale niech nikt nie będzie ich przyczyną. Niech każdy się modli, czuwa nad sobą i dąży z pokora i determinacją woli, żeby stać się świętym.
Potrzeba nam modlitwy, i jedynie Matka Najświętsza może nam pomóc, o moi synowie, ale i modlitwy nie na wiele się przydadzą, jeżeli nie zwalczymy wad i ducha lekkomyślności - tak, ducha lekkomyślności i nie ukochamy dla miłości Jezusa ukrzyżowanego umartwienia, posłuszeństwa i miłości.
Jeśli chodzi o mnie, czuję, że może wkrótce odejdę. Waszym zadaniem będzie, o moi synowie, zachowanie Zgromadzenia i niedopuszczenie do tego, żeby zatracono ducha życia pokornego, ubogiego, umartwionego, gorejącego miłością i poświęceniem - poświęceniem, które ma je ożywiać i sprawiać, że będzie bogate w dobre czyny na chwałę Bożą i świętego Kościoła. Jeżeli niech wam błogosławią.ze Zgromadzenia będziemy postępować dobrze, Bóg zawsze będzie nam pomagał - bądźcie tego pewni; o ile będziemy bardziej ubodzy, wzgardzeni, utrudzeni i prześladowani, o tyle więcej dokonamy dobra i o tyle większa będzie nagroda, jakiej Jezus Chrystus udzieli nam w niebie.wszystkim - każdemu z osobna i modlę się, żeby Pan napełnił każdego swoją świętą miłością. Każdy niech się co dzień modli za mnie, dlatego że ja więcej razy na dzień to czynię za każdego z was, o moi najdrożsi synowie. Jezus i Matka Najświętsza "Boskiej Opatrzności"PS. Nigdy nie wychodźcie z domu na przechadzkę inaczej jak tylko we trzech; podobnie, dla załatwienia innych spraw - jeżeli to możliwe - nie wychodźcie samotnie. Zbierzcie się wszyscy - kapłani, klerycy - w kaplicy i po odmówieniu cząstki różańca odczytajcie ten mój list dwa razy.
List z dn. 1911.03.02
Messyna(1), 2 III 1911
Do Przewodniczącego i do Członków
Koła Ministrantów w salezjańskim
oratorium na Valdocco
Otrzymałem, o drodzy synowie, piękny list, który wasz znakomity, przewodniczący zechciał mi przysłać we własnym i waszym imieniu. Serdecznie zań dziękuję.
Tak, przez trzy lata, które z łaski Matki Najświętszej i czcigodnego ks. Bosko spędziłem w oratorium, należałem do kółka ministrantów i wspomnienie tego okresu sprawia mi jeszcze radość po dzień dzisiejszy i zawsze dobrze wpływało na mnie. Nie jest to jednak ściśle, że byłem jego przewodniczącym; ponieważ byłem trochę starszy i bardziej dojrzały, a nadto czułem szczególny pociąg do ministrantów, dlatego stało się, że drogi ks. Bistolfi, idąc za swoim uczuciem "w Panu - in Domino" w stosunku do dawnego współucznia, obecnie się pomylił.
Przewodniczącym najpierw był Fumagalli, następnie Bianchi, którzy - jak sądzę - są salezjanami, przynajmniej ten ostatni, ponieważ spotkałem go jakieś sześć lat temu na stacji Casale Monteferrato, gdy udawał się do Borgo San Martino. Spotkanie to było opatrznościowe, ponieważ pożyczył mi pieniędzy, których mi zabrakło na drogę powrotną do Tortony. Potem był Bottazzi - dziś kapłan i wicerektor konwiktu diecezjalnego św. Klary w Aleksandrii. Następnie Jan Martinasso, mój kolega - który po trzeciej klasie (gimnazjum) poszedł do Foglizzo, gdzie wtedy był nowicjat salezjański - i Manassero. Martinasso - sądzę - jest misjonarzem; zawsze sądziłem, że ten będzie robił wiele, wiele dobrego; po nim był Feliks Talacchini - wszyscy oni byli młodzieńcami bardzo pobożnymi i dobrego ducha, starali się stanąć na wysokości zadania dobrej pracy dla dusz i pozostawili mi piękne wspomnienie dobrego przykładu.
Matka Najświętsza rzeczywiście wybrała kilku z nich, którzy stali się salezjanami, sprawiła też, że zostali Jej apostołami wśród ludzi na niskim poziomie cywilizacji. Tak też, spodziewam się, będzie z wieloma spośród was, o dobrzy synowie, którym jest dane przebywać w cieniu Maryi Wspomożycielki i żyć z bliska duchem ks. Bosko i ks. Ruy oraz tylu świętych salezjanów.
Drodzy synowie, gdybyście wiedzieli, jak wielką łaską Pana jest łaska wasza, to znaczy łaska wzrastania w oratorium na Valdocco! Do zrozumienia tego dochodzi się później z perspektywy czasu, gdy się jest z dala od niego.
Wykorzystajcie ten czas, ten wasz pobyt tam, i co dzień dziękujcie za to Najświętszej Dziewicy, czcigodnemu ks. Bosko i waszym przełożonym. Bądźcie przywiązani do waszego kółka ministranckiego i zawsze wdzięczni waszym dobrym przełożonym za to, że możecie należeć do niego, a kiedy będziecie przed ołtarzem Maryi Wspomożycielki, pomódlcie się do Niej także za mnie; ja zaś tutaj lub gdziekolwiek się znajdę, będę się modlił do Niej za was wszystkich, żeby wam wszystkim błogosławiła tak, żebyście wzrastali zawsze w miłości Pana.
Ja widzę doskonale dobro, które wywodziło się stąd, że należałem do kółka ministranckiego, tak że gdy przyjeżdżam do Turynu i mam sposobność udać się do Maryi Wspomożycielki - jeżeli to jest możliwe - idę, aby uklęknąć tam w prezbiterium, na moim miejscu, gdziem zwykł był spędzać dzień, kiedy wychodziłem z ministrantami. Tam u stóp Najświętszej Dziewicy staram się znowu poczuć chłopcem, takim jak w owych dniach, i odnowić poświęcenie całego siebie Matce Bożej oraz odzyskać siły - i znajduję tam zawsze wielkie pokrzepienie niebieskie.
Nie mogę wam posłać mojej fotografii, ponieważ takiej nie posiadam; posyłam wam pocztówkę, na której jestem po lewej stronie ks. bpa La Fontaina, który obecnie przebywa w Rzymie i zajmuje się beatyfikacją ks. Bosko, a który przyjął grupę sierot po trzęsieniu ziemi.
Jeszcze raz wam dziękuję; złóżcie uszanowanie w moim imieniu waszym przełożonym i mojemu drogiemu ks. Bistolfiemu. Z przyjemnością będę przyjmował zawsze dobrą wiadomość o waszym kółku, jaką zechcecie mi przysłać; pozostaję w naszym Panu i Matce Najświętszej.
Wasz najoddańszy współbrat
ks. Alojzy Orione
ze Zgromadzenia "Boskiej Opatrzności"
(1) Ks. Orione po trzęsieniu ziemi (w 1908 r.) w Messynie i w Kalabrii został mianowany (w 1909 r.) przez Ojca św. Piusa X wikariuszem generalnym diecezji messyńskiej. Przebywał tam do 1913 r. List z dn. 1912.01.31
Messyna, (Pałac arcybiskupi), 31 I 1912
(XIV rocznica śmierci ks. Bosko)
Do Błażeja Marabotta, kandydata do Zgromadzenia
Dusz, dusz!
Drogi Synu w Panu,
Listy twoje, które przysłał na mój adres ks. Contardi, sprawiły mi wielką przyjemność. Modliłem się w tych dniach za ciebie i poleciłem modlitwom innych, ponieważ twoja decyzja, drogi Marabotto, jest sprawą bardzo poważną.
Sam rozumiesz, będąc wychowany w naszej świętej wierze, że powołanie zakonne jest jedną z największych łask Bożych, jakie Bóg może wyświadczyć duszy.
Pierwszym obowiązkiem osoby, która czuje powołanie do tego wzniosłego stanu, jest ukorzenie się przed Panem, nieufność do siebie, liczne modlitwy - szczególnie do Najświętszej Maryi Panny - umartwienie wszystkich swoich zmysłów oraz takie postępowanie, z pomocą łaski Bożej, jakie doradza kierownik duchowy, przez którego usta Bóg przemawia do nas w drodze zwyczajnej.
Dowiedziałem się z twojego pierwszego listu, że otworzyłeś swoje serce przed jakimś dobrym ojcem kapucynem i że on powiedział ci "tak". To dla mnie wskazówka, że twoje powołanie naprawdę pochodzi od Boga i że powinieneś iść za nim z gotowością na wszystko i bezzwłocznie, ponieważ w dziedzinie powołania nie można zwlekać i dawać szatanowi okazji do stawiania przeszkód.
Zauważ jednak, mój synu, że kogo Bóg powołał, ten naprawdę powinien pożegnać na zawsze życie i myśli światowe, a oddać się z głęboką pobożnością i gorliwością służbie Bożej, z jak najbardziej ostrożną ucieczką od każdego nawet cienia niebezpieczeństwa czy rozproszenia, z całkowitym zaparciem się siebie dla miłości Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz z posłuszeństwem we wszystkim zawsze radośnie i po synowsku świętej matce - Kościołowi, jego głowie, rzymskiemu biskupowi, namiestnikowi Jezusa Chrystusa na ziemi, słodkiemu Chrystusowi widzialnemu na ziemi - do którego nasze małe Zgromadzenie jest szczególnie przywiązane - z posłuszeństwem przełożonym, których Bóg ci da w Zgromadzeniu, tak byś mógł zasłużyć sobie u Pana, iżby umacniał w tobie wielki dar powołania i pomagał w jego wypełnieniu na drodze, którą obierasz, za naszym słodkim Jezusem Chrystusem w praktyce świętych rad ewangelicznych.
Zauważyłeś, że powiedziałem, iż ten stan jest największą łaską Bożą.
Powiedziałem tak dlatego, gdyż na pewno nie jest on uważany za taki przez świat. Gdy prawdziwy zakonnik wyrzeka się wszystkich spraw i interesów ziemskich, wówczas cząstką jego dziedzictwa staje się tylko Pan Bóg i Jego najświętszy krzyż.
Drogi mój synu, przychodząc do nas pamiętaj o tym, że jesteśmy ubodzy i że ty będziesz musiał prowadzić życie ubogiego zakonnika z miłości do Jezusa Chrystusa, który dla nas jest boskim wzorem. On urodził się ubogim, żył ubogo i ubogo umarł na krzyżu, pozbawiony nawet kropli wody.
Ale Jezus, nasz słodki Bóg i Ojciec, jest z nami, i dlatego jesteśmy szczęśliwi - wystarczy nam Jezus.
On będzie z tobą i będzie cię pocieszał. W ubóstwie i upokorzeniu znajdziesz więcej radości duchowej, zadowolenia i szczęścia, niż gdybyś posiadał wszystkie dobra i przemijające rozkosze tego biednego świata.
Drogi synu, stając się jednym z nas zważ dobrze to, że będziesz musiał żyć jako ukrzyżowany z twoim Panem Jezusem Chrystusem, jak to pięknie mówi książka "O naśladowaniu Chrystusa": "Życie dobrego zakonnika jest krzyżem - Vita boni religiosi crux est". Znaczy to w praktyce, że Jezusa prawdziwie naśladuje się i miłuje oraz naprawdę Mu się służy na krzyżu.
Oto takim powinno być życie dobrego zakonnika - ukrzyżowaniem u stóp Jezusa naszej wolności, naszego życia, wszystkich naszych zmysłów i uczuć, a to z pomocą łaski, której Bóg udziela zawsze temu, kto o nią prosi.
Zważ jeszcze, drogi Marabotto, że prócz trudu, udręki i prześladowania dla miłości Boga, papieża i dusz niczego więcej nie będziesz mógł się spodziewać na świecie.
Musisz być, aż do ofiary i poświęcenia swego życia, najwierniejszym zwolennikiem we wszystkim Ojca św., nawet w dziedzinie jego pragnień, i synem oddanym papieżowi, świętemu Kościołowi rzymskiemu oraz czcigodnym biskupom pozostającym w łączności z papieżem. Musisz ,,sentire" (1) razem z nimi, kochać ich i bronić jak broni syn swojego ojca; gdybyś postępował inaczej, zdradziłbyś całkowicie ducha naszych ślubów zakonnych.
A zatem upadnij do stóp naszego Pana i powierz się cały Najświętszej Dziewicy; módl się, módl się dużo, synu mój, z pokorą i bez rozgłaszania na prawo i lewo o twojej decyzji. Jeżeli i potem będziesz czuł, że Bóg nadal cię wzywa, idź do twego spowiednika, proś go znowu o radę i błogosławieństwo, a następnie udaj się do twojej mamy i ojca, otwórz im swoje serce i proś, żeby ci pobłogosławili i pozwolili poświęcić twoje życie Panu.
Powiedz im w moim imieniu, że Bóg ich nie opuści i udzieli wielkiej nagrody w tym życiu, ale przede wszystkim w życiu wiecznym.
Gdy ci pozwolą, podziękuj im także w moim imieniu i napisz do ks. Sterpiego, przebywającego w Tortonie, zaznaczając, że zostałeś przyjęty przeze mnie w imię Boga i Najświętszej Dziewicy Niepokalanej oraz że cię przeznaczyłem do niego w Tortonie, gdzie odbędziesz pierwszą próbę.
Błogosławię ci, drogi synu, ja biedny kapłan. Będę się modlił za ciebie, by moja najsłodsza Matka, Najświętsza Panna Maryja, Matka Boga oraz Matka i łaskawa Założycielka naszego małego Zgromadzenia wzięła cię za rękę i wyprowadziła ze świata, by cię poprowadziła po drodze miłosierdzia ku naśladowaniu Jezusa - Jej Boskiego Syna, i by uczyniła z ciebie świętego kapłana - kapłana według Serca Bożego. Synu, nie wstępujesz do wielkiego zakonu, ale do biednej i bardzo malej instytucji, która jednak jest w zgodzie z papieżem i cieszy się jego błogosławieństwem, do instytucji, którą papież kocha miłością uprzywilejowaną - jak to powiedział ku naszemu upokorzeniu i najwyższej radości na początku tego roku w liście, przesłanym nam przez swego kardynała sekretarza.
Musimy być pokorni, modlić się i pracować "w Panu - in Domino", aby się stać bardziej godni takiej dobroci Ojca św.
Wydaje mi się, że instytut ten będzie musiał wiele cierpieć, wiele cierpieć, wiele wycierpieć; nadchodzą czasy, w których każdy, kto będzie związany z biskupami i Kościołem, będzie musiał wiele wycierpieć. Mamy nadzieję, że z pomocą, której na pewno udzieli nam Pan i Matka Najświętsza, będziemy mogli służyć pokornie i wiernie świętemu Kościołowi, tak jak to przystoi wiernym i dobrym sługom aż do męczeństwa.
Nie bój się jednak, powiedz twoim rodzicom, żeby byli zadowoleni z tego, że cię oddają Kościołowi.
Spodziewam się, że wkrótce cię spotkam w Tortonie, ponieważ - jak się wydaje - Ojciec św. niebawem uwolni mnie od urzędu wikariusza generalnego, jako że minęły już trzy lata od chwili, gdy objąłem tę powierzoną mi funkcję, która tak mnie absorbowała, że nie mogłem oddać się pracy nad powstającym Zgromadzeniem. Ale niech się dzieje wola Boża.
Złóż ode mnie uszanowanie twoim bardzo dobrym rodzicom. Gdy przybędę do konwiktu w San Remo, z poczucia obowiązku odwiedzę twego tatę i mamę. Złóż uszanowanie ojcu kapucynowi i powiedz mu, by polecał mnie Panu. Twoim drogim powiedz, że nie zagubisz uczucia miłości względem rodziny, lecz je bardziej jeszcze uświęcisz w miłości Bożej.
Drogi Marabotto, niech ci Bóg błogosławi. Módl się za mnie, który ci jestem w Jezusie Chrystusie i Matce Najświętszej najoddańszy
ks. Alojzy Orione
ze Zgromadzenia "Boskiej Opatrzności"
(1) Sentire (z łaciny) = myśleć, czuć, zgadzać się, być wrażliwym na coś... List z dn. 1912.04.19
Tortona (Zesłanie Ducha Świętego), 1912
Do zakonników, wychowanków
i dobrodziejów po słynnej audiencji u Ojca św. Piusa X, 19 IV 1912 r.
Najdrożsi w Jezusie Chrystusie,
19 kwietnia br. będzie dniem pamiętnym na wieki. Była godzina 12.00, kiedy zostałem wprowadzony do Ojca św. Piusa X na audiencję prywatną .
Papież stał uśmiechnięty przed biurkiem w swoim gabinecie i patrzył na mnie wzrokiem pełnym najsłodszej miłości.
Czułem wielką potrzebę upaść mu do nóg i posłuchać jego zdania w wielu rzeczach, chociaż widziałem go już w Wielki Czwartek, to jest 4 kwietnia, kiedy to mogłem uczestniczyć w jego mszy św. i spełnić moje żywe pragnienie - przyjąć komunię wielkanocną z jego czcigodnych rąk.
Upadłem więc przed nim na kolana z całą synowską miłością, całując stopę i rękę z największym uczuciem. Papież usiadł i z ojcowską dobrocią polecił mi usiąść obok siebie oraz udzielić sobie informacji, przy czym wypytywał szczegółowo o sprawy dotyczące powstającego Zgromadzenia. Raczył również, jak zawsze, okazać szczególną swoją miłość względem Małego Dzieła Boskiej Opatrzności, w czym także widać wielką pokorę namiestnika naszego Pana Jezusa Chrystusa. Byłem zupełnie onieśmielony tak wielką serdecznością, ale na ile mogłem, przedstawiłem mu wszystko, co wy czynicie dzięki pomocy, jakiej nam udziela Boska Opatrzność, o moi drodzy bracia kapłani, pustelnicy, klerycy i koadiutorzy. Spostrzegłem, że Ojciec św. bardzo się wzruszył i zainteresował naszą małością, naszą nicością - drogi Ojciec św. - na każdą też dobrą wiadomość uśmiechał się i radował w Bogu jak ten, kto słucha rzeczy, które mu się bardzo podobają.
Powiedział mi też o pewnym ważnym i upragnionym przez siebie dziele, którego trzeba dokonać w Rzymie poza Bramą św. Jana na Lateranie. Dzieło to ma mieć charakter nie tylko kultowy, ale na wskroś praktyczny, bo kształcenie chrześcijańskie, czyli pracę nad młodzieżą oraz nad znaczną częścią ludzi, biorąc pod uwagę ich dobro religijne, moralne społeczne. Jeszcze kilka lat temu za Bramą św. Jana na Lateranie żaden kościół nie był otwarty dla kultu, podczas gdy liczba ludności wzrastała z każdym dniem coraz bardziej, tak że dziś może już dochodzi do 10 tys. mieszkańców. Prawie 2 km ulicy Appia Nuova jest już po obu stronach zabudowane willami, gospodami, mieszkalnymi blokami dla ludu oraz kilkoma pałacami, co razem stanowi prawdziwe mrowisko ludzkie.
Kiedyś - a było to 9 grudnia 1906 r. - Ojciec św. powiedział mi: "Czy wiesz, że za Bramą św. Jana jest jak w Patagonii? Patrz, jest tam wielu takich chrześcijan, którzy są nimi dlatego, że jako niemowlęta zostali zaniesieni do chrztu do bazyliki św. Jana na Lateranie. Ale poza tym wszystko inne leży odłogiem".
Jakiś czas przedtem pewien amerykański arcybiskup zaprosił Małe Dzieło Boskiej Opatrzności do Brazylii, aby mu powierzyć ogromny teren do pracy ewangelizacyjnej. Bóg sprawił wówczas, żeśmy nie poszli, i oto Ojciec św. wyznaczył nam misję u bram samego Rzymu, a później - o czym wiecie - po trzęsieniu ziemi (1) dał nam jeszcze inną pracę.
Dzięki dobroci i pomocy Jego Eminencji ks. kard. Respighiego wikariusza Jego Świątobliwości oraz czcigodnego monsignora Fabériego, asesora wikariatu, można było wynająć pewne pomieszczenie w odległości kilometra od Bramy. Złożona z dwóch części stajnia na konie została oczyszczona, zamieniona na prowizoryczny kościółek i otwarta dla ludności. Rozpoczęto rekolekcjami. Początkowo były one utrudnione przez niektórych złośliwców, którzy z powodu sekciarskich założeń nie chcieli tutaj widzieć księży, dzisiaj jest tam czterech kapłanów, którzy pracują i nie mogą podołać wszystkim obowiązkom. Jednak już się przygotowują inni pracownicy ewangeliczni, pełni dobrej woli i sił, aby iść i rozwinąć razem z nimi jeszcze inną pracę. Rokrocznie udziela się tam już 10-12 tys. komunii, które przygotowują podłoże duchowe do innej przyszłej pracy. Zostały założone kółka młodzieżowe, Stowarzyszenie św. Alojzego, kwitnące Zjednoczenie matek chrześcijańskich oraz ukazuje się również co dwa tygodnie biuletyn "La croce - Krzyż".
Obecnie dzięki wspaniałomyślności Ojca św. powstaje w pobliżu piękna świątynia, która będzie kościołem parafialnym i która - gdym kiedyś zapytał Ojca św., jaką chce nazwę dla niej - odpowiedział: "Niech się nazywa kościołem Wszystkich Świętych".
Zdaje mi się, że Opatrzność sprawi, iż obok kościoła powstanie obszerne oratorium ludowe dla młodzieży, która tak bardzo jest narażona na niebezpieczeństwo w dziedzinie wiary i moralności. Będą też prowadzone inne rodzaje działalności parafialnej, przede wszystkim dla ojców rodzin i dla organizacji robotników chrześcijańskich. Zostaną, otwarte szkoły wieczorowe i szkoły do nauki religii. Powstanie biblioteka publiczna, teatrzyk, następnie piękne kino i to wszystko, co jest konieczne w naszych czasach, by czynić dobrze i zbawiać dusze.
Byłoby zbyteczne mówić wam, ze dla osiągnięcia tego świętego celu zwrócę się z ufnością, do wszystkich moich zasłużonych przyjaciół i współpracowników Opatrzności, aby ich prosić o pomoc duchową, i materialną. Nie będę wam bowiem ukrywał, że na to dzieło, którego papież pragnie dokonać dla dobra wielu tysięcy dusz, będą potrzebne, o drodzy dobrodzieje, pieniądze i to duże pieniądze. Ale pieniądze przyśle Opatrzność Boża także przez wasze ręce. Tymczasem trzeba się modlić i pracować - a modlić się i pracować "w Panu - in Domino" bez ociągania i wytrwale, z pośpiechem ale jednocześnie ze spokojem ducha, i to dotyczy wszystkich, którzy chcą nam dopomóc, którzy chcą zbawiać dusze - każdy według danej sobie łaski Bożej i swoich możliwości.
Dusz, dusz - oto nasze westchnienie i nasz okrzyk, dusz, dusz! Mamy pracować z pokorą, prostotą i wiarą, a następnie iść naprzód w Panu nigdy nie okazując zaniepokojenia, naprzód z ufnością, że wszystkiego dokona Bóg. On tylko zna godziny i momenty swych dziel; wszystkich i wszystko ma w swoich dłoniach. Naprzód, z jak najżywszą wiarą, z pełnym synowskim zaufaniem do Boga, do Jego Kościoła, ponieważ jakże biednym jest ten człowiek lub ta instytucja, która sądzi, że własną mocą dużo potrafi zrobić.
Tym, który przede wszystkim działa, jest Bóg i dlatego "Jeżeli domu Pan nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą - Nisi Dominus aedificaverit domum, in vanum laboraverunt qui aedificant eam" (Ps 126 [127], 1).
Czułem więc potrzebę poznać jasno wolę Bożą, w odniesieniu do wielu rzeczy i dlatego, kiedy znalazłem się przed Ojcem św., nie uwłaczając w niczym największej czci, jaka się papieżowi należy, ośmielony jego dobrocią, otworzyłem mu swoje serce, wypowiadając wszystko, co według mojego sumienia powinienem był mu powiedzieć. I usłyszałem z ust namiestnika Jezusa Chrystusa słowa jasne, wyraziste, pełne wiary i ojcowskiej dobroci. O mój Boże! Co to za słodycz rozmawiać z naszym Ojcem św. Piusem X. On ma słowa żywota. Ileż to pogody i bożej ufności w sercu tego papieża. Ileż boskiego światła kieruje nim w zarządzaniu Kościołem.
Jeśli przed udaniem się do niego chodziłem po ciemku co do wielu spraw - jak to już mówiłem - to znalazłszy się u jego stóp jak dziecko natychmiast odczułem, że takie pada na mnie światło Boże, i pokona ono i rozproszy wszelkie ciemności; że światło to wzrasta w mojej duszy delikatnie i że do tego stopnia zabłysło, iż zacząłem kroczyć jakby w jasnym blasku słońca. Dlatego nie trudziłem się więcej, jak rozstrzygać sprawy, bo byłem jak gdyby prowadzony za rękę. Krok mój stał się zwinny i lekki. Nic też nie pozostawało innego, jak kroczyć w tej słodkiej i świętej łasce miłości Boga i dusz, jak najpokorniej w radości ducha błogosławiąc w swoim sercu Bogu zawsze dobremu i miłosiernemu.
Wyznaje wam przeto, drodzy synowie i dobrodzieje moi, że ta audiencja papieska była nie tylko najsłodszą radością dla mnie, ale że - czuję to - odnowiła mnie całkowicie w Chrystusie i dodała odwagi w służbie Kościołowi, gdyż dała mi bardzo żywe, potężne pragnienie całkowitego poświęcenia się miłości Bożej i rozszerzenia w sercach, szczególnie maluczkich i ludu, słodkiej miłości Boga i papieża. Ach, co za niewysłowioną pociechę odczuwa się wtedy, gdy się stoi pokornie i wiernie u stóp Kościoła i Stolicy Apostolskiej!
I tutaj, najdrożsi moi bracia w Panu i wy dawni wychowankowie, a także wy najlepsi dobrodzieje naszych sierot, którzyście wspomagali mnie zawsze tak hojnie gestami serca i czynem w chwilach dużych zmartwień i ucisków, nie powinienem milczeć o jednym ważnym fakcie, stanowiącym pomnik pamięci dla życia i przyszłości małego Zgromadzenia, a który można nazwać uroczystym narodzeniem.
Tak jak już dla mnie, tak dla was wszystkich - którzy kochacie Boską Opatrzność albo wzrastaliście w Jej matczynych objęciach, albo Jej służycie czy dajecie pomoc Jej biednym dzieciom lub opuszczonym - stanie się to tytułem największej radości, jakkolwiek w chwili gdy o tym wam mówię, jak gdybym odczuwał wstyd, ponieważ dobrze wiem, jaki jestem biedny i jak na skutek tak znacznej dobroci czuję się zobowiązany do jeszcze większego ukorzenia przed Panem i Jego Najświętszą Matką; i podczas gdy za to dziękuję dobroci Boga i Ojca św., dochodzę wprost do okrzyku: "Stało się to przez Pana; cudem jest w oczach naszych - A Domino, a Domino factum est istud, et est mirabile in oculis nostris" (Ps 117 [118], 23).
W owej chwili tedy, widząc tak wielką ojcowską i bożą miłość Ojca św. względem Małego Dzieła, odważyłem się poprosić o największą łaskę. Ojciec św. powiedział z uśmiechem: "Posłuchamy więc, co to za największa łaska?".
Wtedy przedstawiłem mu pokornie, że głównym i fundamentalnym celem naszego instytutu jest kierowanie wszystkich naszych myśli i uczynków ku wzrostowi i ku chwale Kościoła; ku rozszerzeniu i zakorzenianiu najpierw w naszych sercach, a potem w sercach maluczkich miłości względem namiestnika Pana Jezusa Chrystusa. Po czym prosiłem go, by jako że mam właśnie złożyć wieczyste śluby zakonne - raczył w dowód swojej miłości przyjąć je ode mnie w swoje ręce, gdyż nasz instytut jest i chce stanowić wyraz całkowitej miłości i własności papieża.
Ojciec św. - nigdy nie będę zdolny wyrazić radości odczuwanej w owej chwili - odpowiedział mi, że się na to zgadza. Podziękowałem mu za to, i audiencja trwała w dalszym ciągu. Ale kiedy się już miała ku końcowi, zapytałem Jego Świątobliwość, kiedy mam przyjść, by złożyć śluby zakonne. Wtedy mi odpowiedział: "Ależ nawet zaraz".
O mój Boże, co to za chwila była dla mnie. Rzuciłem się na kolana przed Ojcem św., uścisnąłem i ucałowałem jego błogosławione stopy, wydobyłem z kieszeni książeczkę, którą znają synowie Boskiej Opatrzności, a którą zabrałem ze sobą, przeczuwając uzyskanie tej łaski. Otworzyłem ją na stronie, którą już przedtem czymś zaznaczyłem w miejscu, gdzie jest formuła ślubów.
Atoli w tej tak uroczystej i świętej chwili przypomniałem sobie, że według przepisów prawa kanonicznego potrzebni by byli dwaj świadkowie, a tych świadków brakowało, gdyż audiencja była prywatna.
Podniosłem tedy swe oczy na Ojca św. i odważyłem się na te słowa: "Ojcze święty, jak Waszej świątobliwości wiadomo, potrzeba by dwóch świadków, chyba że Wasza świątobliwość raczy udzielić dyspensy". A papież, patrząc na mnie ze słodyczą w oczach i z niebiańskim uśmiechem na ustach, odrzekł: "Świadkami będą mój i twój anioł stróż".
O szczęśliwości niebieska! Kochany Panie Jezu, jakżeś mnie zawstydził, iż za tę odrobinę miłości, jaką dzięki Twojej łasce żywiłem względem Ciebie i Twojego namiestnika na ziemi, tak mnie wynagrodziłeś! Bądź za to uwielbiony na wieki, uwielbiony na wieki!
Upadłszy wiec do nóg Ojca św. Piusa X, jak gdyby do nóg samego Pana Jezusa, w obecności Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego - po wezwaniu mojej najsłodszej Madonny, naszej błogosławionej Matki Najświętszej Dziewicy Maryi Niepokalanej Matki Bożej, chwalebnego Michała Archanioła, najukochańszego św. Józefa i błogosławionych apostołów Piotra i Pawła oraz Wszystkich Świętych i wszystkich aniołów nieba - złożyłem moje wieczyste śluby zakonne i specjalną uroczystą obietnicę: wyraźną i prawdziwą przysięgę miłości aż do wyniszczenia siebie samego oraz wierności dozgonnej u stóp i w ręce namiestnika Chrystusa Pana. A dwaj aniołowie byli świadkami, nawet sam anioł naszego Ojca św.
Pochyliłem się głęboko aż do ziemi, podczas gdy papież wyciągnął swoja błogosławiącą rękę nad moją biedną głową, a ja czułem zstępujące błogosławieństwa apostolskie, obejmujące mnie całkowicie od wewnątrz i od zewnątrz, tak jak gdyby Bóg zstąpił na mnie. Tymczasem głos papieża słodki i święty wypowiadał słowa błogosławieństwa hojnego i radosnego.
O Panie, jakżeś dobry, drogi Panie! Niechaj wszystko będzie na cześć i na chwałę Twoją! Niechaj Bóg będzie uwielbiony po wszystkie dni! "Confirma hoc, Deus, quod operatus es in nobis, Alleluja - Potwierdź, o Boże, to, coś w nas sprawił, Alleluja" (por. Ps 67 [68], 29 wg Wulgaty).
Moi synowie, wychwalajmy Pana, Alleluja, Alleluja! A Jego miłosierdzie, które zstępuje z obłoków aż na najmniejsze stworzenia, niech potwierdzi to, co On sprawił.
"Alleluja! Confitemini Domina, quoniam bonus: quoniam in saeculum misericordia Eius - Chwalcie Pana, bo dobry, bo na wieki Jego miłosierdzie (...)" (1 Krn 16, 34).
Na tym miejscu miło mi jest wspomnieć, że pierwsze śluby kanoniczne złożyłem podczas radosnych świąt Wielkanocnych - rocznicy moich święceń kapłańskich - w kaplicy biskupiego pałacu w Tortonie na ręce czcigodnego ks. bpa Hygina Bandiego.
Następnie rok potem odnowiłem w Rzymie w bazylice św. Piotra przy ołtarzu konfesji w krypcie na grobie św. Piotra apostoła - oczywiście na ręce biskupa Tortony z okazji jego wizyty "ad limina apostolorum". Miejsce złożenia było podyktowane właściwością celu, jaki sobie postawił nasz instytut.
Po raz trzeci złożyłem je jeszcze w Tortonie - znów na ręce czcigodnego ks. biskupa - w miejscu trochę odmiennym od pięknej bazyliki św. Piotra, a mianowicie w gołej i smutnej kaplicy więziennej w obecności więźniów przy okazji udania się do nich ks. biskupa z komunią wielkanocną. Prosiłem o złożenie ślubów w tym zamknięciu bolesnym i nieszczęśliwym dlatego, że to miejsce było mi bardzo drogie, gdyż tam z pomocą Bożą już jako kleryk chodziłem wraz z ks. kan. Rattim i tam Pan w swej dobroci obdarzył mnie szczególnymi łaskami.
Małe Dzieło zrodziło się u stóp Jezusa Eucharystycznego, Najświętszej Maryi Panny i biskupa w pewnym sensie między tym domem kary i moralnej nędzy a tortońskim szpitalem. Pan od lat daje mi słodką pociechę, jaka że nasz drogi kapłan jest duszpasterzem w jednym i drugim domu cierpienia.
Ale jeszcze bardziej pragnąłem odnowić tam święte śluby, ponieważ zamierzałem w sposób najbardziej wolny oddać się cały, jakby mając związane ręce i nogi, myśl, serce i wolę - jako prawdziwy słodki więzień miłości, w ręce świętego Kościoła; zamierzałem pozostać czy to żywy, czy martwy przywiązany do stóp Kościoła, do woli i pragnień Kościoła; tak jak o sobie, dzięki łasce Bożej, tak to rozumiem o was wszystkich, moi drodzy synowie w Panu, o Zgromadzeniu Dzieła Opatrzności lub czym by ono było.
Przed wyjściem z audiencji podziękowałem z głębi duszy Jego Świątobliwości i zapewniłem go o tym, że z pomocą Pana będziemy zawsze, ale to zawsze, modlić się za niego i za święty Kościół, że będziemy zawsze z nim złączeni. Prosiłem też o tak wielkie błogosławieństwo, jak wielkie jest jego serce, jak wielkie jest Serce Boże, nie tylko dla siebie, ale także dla was, wszyscy kapłani, eremici, klerycy, koadiutorzy; dla was, najdroższe moje sieroty; dla was, młodzi studenci i rzemieślnicy; dla was, drodzy mali pracownicy na naszych koloniach rolniczych; dla was, moi nigdy niezapomniani i najdrożsi byli wychowankowie z wszystkich domów. I papież hojnie pobłogosławił wszystkim.
Muszę wyznać, że wtedy Ojciec św. wyprzedził i jakby wyjął słowa z moich ust, wspominając o was, drodzy moi dobrodzieje, łaskawe i wspaniałomyślne dobrodziejki. Powiedział, żebym zaniósł wam jego błogosławieństwo. Mogę też was zapewnić, że on raczył wspomnieć ze szczególną życzliwością o was i o wszystkich naszych ludziach. Pobłogosławił hojnie wszystkie przez nas prowadzone dzieła i wszystkie nasze i wasze rodziny.
Nadto przekazuję wszystkim dające wielką pociechę błogosławieństwo apostolskie, zachęcając was wszystkich do gorącej modlitwy za namiestnika Jezusa Chrystusa i o jego zdrowie. Ojciec św. Pius X będzie zawsze naszym największym dobrodziejem.
Ucałowałem mu w moim i waszym imieniu nogę i rękę; tym aktem odnowiłem we własnym sercu mającą znaczenie dla mnie i dla wszystkich spod znaku Opatrzności wielką przysięgę wierności i uległości papieżowi: trwania z pomocą Pana zawsze u stóp papieża w poczuciu małości i pokory; słuchania go, tak jakby przemawiał do nas Bóg; naśladowania go zawsze, tak jak powinniśmy codziennie naśladować Boga; obrony aż po grób wolności, pełnej i prawdziwej niezawisłości świętego Kościoła Bożego, obrony wszystkich praw Kościoła, jego biskupów i jego widzialnej głowy, ojca naszej wiary i naszych dusz - papieża.
Kiedy uniosłem głowę od ręki Ojca św., ona być może pozostawała zroszona niejedną moją słodką łzą. I tak z duszą przepełnioną duchową radością zszedłem recytując wielokrotnie "Te Deum"; wychodząc z Watykanu poszedłem do bazyliki św. Piotra odmówić hymny i modlitwy dziękczynne za nieskończone miłosierdzie Pana. "Haec dies quam fecit Dominus: exultemus et laetemur in ea - Oto dzień, który Pan uczynił: radujmy się zeń i weselmy" (por. Ps 117 [118], 24).
Wydawało mi się, że nawet nasi najdrożsi i niezapomniani bracia - którzy wszyscy z miłości spalali się dla papieża, dla matki-Kościoła, dla dusz w tym Dziele Boskiej Opatrzności i którzy już nas wyprzedzili do niebieskiej ojczyzny, małe owieczki Boże, będący tam jak się spodziewamy - byli wokół mnie, wokół grobu św. Piotra, by się cieszyć ze swoim biednym ojcem. Byli tam też ich aniołowie i święci z waszymi aniołami i świętymi, o moi drodzy synowie. Byli również dwaj anielscy świadkowie z aniołami wszystkich naszych sierot i alumnów, a nadto wszyscy święci i błogosławieni nasi patronowie domów i Zgromadzenia, a Najświętsza Matka Boskiej Opatrzności sama raczyła zejść ze swym chórem dziewic i męczenników, by uwielbiać razem Pana!
Czym więc będzie raj?
Oby pamięć naszego Ojca św. Piusa X była błogosławiona u wszystkich małych synów Boskiej Opatrzności. Oby była jego pamięć błogosławiona w pokolenia. Oby się wszyscy przeglądali w nim jak w zwierciadle - godnym podziwu dla cnoty, roztropności i mądrości w rządzeniu. Jego moc apostolska pozostanie szczególnie wielka, aby przerazić i zawstydzić wewnętrznych i zewnętrznych nieprzyjaciół rzymskiego Kościoła; zaś jego boska niezłomna wiara, jaka że jest wiarą św. Piotra, pozostanie, aby wzmocnić prawdziwych synów Kościoła i ocalić społeczność świecką.
Prostota i miłość tego pokornego a wielkiego papieża, jego wspaniałomyślność w odniesieniu do wszelkiego rodzaju nieszczęścia, głęboka pobożność i nabożeństwo do eucharystii; życie duszpasterskie i doskonałość, z jaką chce wychowywać kler diecezjalny i zakonny; prace na rzecz dyscypliny kościelnej - wszystko to jest znakiem głębokiej gorliwości i ognia bożej miłości.
Opatrzność powołała go - papieża duchowieństwa - do odnowienia wszystkiego w Chrystusie. Za tę miłość, za tę codzienną troskę na rzecz duchowieństwa będzie on miał wielkie imię na ziemi i jeszcze większą koronę w niebie. Jego zaś działanie - skierowane na Boga i na dusze, działanie pewne i łagodne, skromne i potężne - już rozszerza ducha wiary i ukazuje narodom życie chrześcijańskie w formie silniejszej i bardziej praktycznej.
Niechaj nigdy się nie zdarzy, abyśmy byli ludźmi słabej wiary. Mamy papieża, a z papieżem Opatrzność Bożą; która zawsze z każdego zła potrafi wyprowadzić największe dobra religijne i społeczne. Właśnie dzisiaj, gdy wszyscy jesteśmy zgnębieni z powodu powstałych bolesnych warunków dla Kościoła i jego namiestnika, niebieski Rolnik już rozsiewa ziarna triumfalnego żniwa, które jest przeznaczone, aby dać zbiór na chwile Bożych zmiłowań.
O moi synowie, wydaje mi się, że przy tej okazji powinienem wam otworzyć serce i powiedzieć, że widzę, jak Kościół wchodzi w próby ostateczne. Sekciarstwo nie wycofa się i nie zatrzyma - nie, nie łudźmy się. Ukorzmy się natomiast pod ręką Boga, całujmy ją, błogosławmy jej, ponieważ ona zabija i ożywia, "...w grób wtrąca i zeń wywodzi - deducit ad inferos et reducit" (por. Sm 2, 6).
Ale, jakiekolwiek byłyby próby ostateczne, które dominująca dziś na świecie moc ciemności szykuje przede wszystkim przeciw namiestnikowi Jezusa Chrystusa, aby wokół niego dokonać spustoszenia, wierzymy w Pana, że bramy piekielne "nie przemogą - non praevalebunt"! ", nic nas nie zastraszy" - wołał czcigodny ks. Bosko w innych niebezpiecznych dla Kościoła momentach.
Tak, drodzy synowie, Pan Jezus jest w Kościele, ożywia swój Kościół i nie odda swego świętego namiestnika w ręce wrogów. Jezus niczego tak nie kocha, jak wolności swego Kościoła i swego namiestnika.
Nadeszła godzina, w której wszyscy muszą zająć jasne stanowiska: albo całkowicie z papieżem, albo przeciw papieżowi. My złączmy się pokornie i mocno wokół niego, wokół trwałego wału ochronnego królestwa Chrystusowego. Powinniśmy być zdecydowani na oddanie serca, myśli, duszy, życia i wszystkiego, byleby zapewnić wolność Kościołowi, jego głowie - papieżowi, i bronić tej wolności.
Prawda i nieomylność w dyspozycji tylko jednego człowieka - namiestnika Jezusa Chrystusa nie mogą być na uwięzi ani nie mogą być igraszką - choćby tylko pozornie - jakiejś władzy ludzkiej. Biada tej chwili, w której by to nastąpiła. Byłby to czas nieobliczalnego zamętu dla chrześcijaństwa i zagrożenie dla samej jedności Kościoła.
A właśnie do tego celu zawsze zmierzały sekty.
Czas Boga, moc Boga nie są nigdy tak blisko jak wtedy, kiedy nieprzyjaciele Kościoła śmieją się z niego, ponieważ go nie widzą; śmieją się z niego, gdyż nie wierzą w niego albo myślą, że jest odległy, jakby go wcale nie było. Ale wtedy "Bóg jest blisko - Dominus prope est!" (por. Ps 144 [145], 18).
"Zresztą, posiadający wiarę niech się nie spieszą - mówi prorok Izajasz - qui crediderit, non festinet" (por. Iz 28, 16). Nasze uczucia są ślepe i przywykłe do szybkiego działania właściwego prostym instynktom i niecierpliwe, żeby dojrzeć kres, ku któremu zmierzają wydarzenia; uczucia te nużą z powodu każdej zwłoki i większość słabych psychik ma ciągłe wątpliwości, albo im wprost ulega.
Moi synowie, precz z niepokojem, nie powinniśmy nigdy wątpić - cokolwiek by się zdarzyło - o wierności obietnic Bożych. Opatrzność Boża, która karmi ptaki powietrzne i przyodziewa lilie polne, zatroszczy się o Kościół. Opatrzność Boża., która odwiecznie panuje nad wiekami, nie może się obawiać, że Jej zabraknie czasu do wypełnienia zamierzeń Najwyższego i do zwycięstwa Kościoła.
Oddajmy całkowicie nasze serca w Jej ręce, pracujmy i módlmy się, módlmy się i pracujmy, oczekując na ten moment, który kiedyś nastąpi, nastąpi z całą pewnością, ponieważ ostatnim zwycięzcą jest zawsze Bóg.
Jest rzeczą konieczną, a moi drodzy, abyśmy się oparli silnie na nauce Pana Jezusa, którą przekazuje nam w sposób nieskażony papież, święte Kongregacje rzymskie i biskupi, i byśmy się strzegli szczególnie dzisiaj wewnętrznych nieprzyjaciół - siewców kąkolu i obrońców nie tyle prawdy, co śmierci.
Synowie Opatrzności, pozwólmy, by nami kierowała Opatrzność za pośrednictwem Kościoła, który Bóg założył dla nas; bądźmy "podatni w rękach Kościoła - perinde ac cadaver" (2). Pozwólmy, aby kierowała nami, prowadziła nas i władała nami Stolica Apostolska, gdziekolwiek byśmy byli i jakakolwiek by była jej wola - taki jest bowiem duch i taki cel małego Zgromadzenia.
Błagajmy Boga codziennie o to, by nie dopuścił nigdy, żeby przesiąknęło ona zasadami, które otumaniają niejedną głowę, mianowicie zgubnym szukaniem nowości, niesubordynacją, pychą w myśli, w mowie i działaniu, co doprowadza do zaprzeczenia prawd, jakich nauczali szlachetni i cenieni przez katolików nauczyciele; usiłuje się ich zdyskredytować i wyraża się im prawie współczucie, dochodząc aż do napaści na boskie ustanowienie Kościoła i do wyrywania - gdyby to tylko było możliwe - samych korzeni naszej świętej wiary.
Bądźmy głusi na wołanie tych, którzy głoszą coś bez papieża lub też nie wypowiadają się wyraźnie za papieżem i za zdrową i ścisłą nauką Kościoła. Tacy nie są nasieniem Ojca niebieskiego, ale fałszywymi zarodkami herezji, rodzącymi śmiercionośny owoc.
Ci, którzy nie tworzą jednego serca z biskupami i następcą św. Piotra, są dla mnie kolumnami na grobach umarłych, na których tylko są wyryte imiona ludzi, noszących obłudnie nazwę katolików. Ponieważ w rzeczywistości nie biorą udziału w kielichu matki Kościoła i namiestnika Chrystusa, należy się bardzo obawiać, że zarażeni trudną do wyleczenia chorobą, poumierają bez pokuty i nie będą uczestniczyć w zmartwychwstaniu do życia wiecznego duszy i ciała w niezniszczalności Ducha Świętego, byli bowiem niszczycielami czystej wiary, za którą Jezus Chrystus został ukrzyżowany, i występowali z wielką przebiegłością przeciw Kościołowi rzymskiemu - matce i nauczycielce wszystkich Kościołów, który posiada na ziemi pełnię władzy, przekazaną mu przez Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Synowie moi w Panu i przyjaciele, kochajmy Kościół św., darzmy papieża i biskupów wielkim uczuciem. Żyjąc w naszych czasach - w czasach nowych niebezpieczeństw - nie przestawajmy nigdy, przenigdy świecić jaśniejącym przykładem serdecznego uczucia, wewnętrznej pokory, posłuszeństwa i miłości do Kościoła i papieża. Zwróćmy uwagę na dostojne ubóstwo, do którego została doprowadzona Stolica Apostolska, na moralne katakumby, które zgotowano matce-Kościołowi rzymskiemu i papieżowi. Poczytujmy sobie za bardzo wielki zaszczyt, jeśli będzie nam dane uczynić cośkolwiek lub wycierpieć dla świętej sprawy Kościoła i papieża, gdyż jest to sprawa samego Boga.
Kochajmy Kościół św. z całej duszy, uważając zawsze za naszą własność wszystko to, czego naucza on i jego widzialna głowa - biskup rzymski. Jak dobry syn kocha matkę, tak my kochajmy Kościół całym naszym sercem - jest on bowiem dla nas matką; tak jak dobry syn kocha ojca, tak my kochajmy papieża.
Papież - to nasze "credo" i jedyne "credo" naszego życia i naszego Zgromadzenia.
W I liście do Koryntian apostoł Paweł nazywa wyklętym tego, kto nie kocha Jezusa Chrystusa, ale, moi synowie, wyklętym będzie także ten, kto nie kocha namiestnika Jezusa Chrystusa - papieża (por. 1 Kor 16, 22).
O, jakże bylibyśmy szczęśliwi, gdybyśmy mogli cokolwiek uczynić lub wycierpieć w obronie papieża. O, jeszcze bardziej bylibyśmy szczęśliwi, gdyby Bóg uczynił nas godnymi oddać za swego namiestnika także życie! Byłoby to świętym zadatkiem życia wiecznego, które Pan Jezus obiecał i przygotował w niebie swoim wiernym sługom.
Jesteśmy nieliczni, mali i słabi, ale naszą chwałą, o drodzy synowie Opatrzności, ma być to, aby nikt nas nie przewyższył w uczuciu miłości - z wszystkich naszych sił - do papieża i Kościoła, który jest umiłowaną oblubienicą Jezusa Chrystusa - świętą i niepokalaną oblubienicą Słowa Wcielonego. Kościół jest Jego własnością i Jego dziełem, jak mówi św. Jan w rozdz. 17. Jest on także naszą najsłodszą matką i do końca wieków przedmiotem upodobania Tego, który jest upodobaniem Ojca niebieskiego. Jest on kolumną prawdy, tak jak jest ostatecznym rozstrzygnięciem w sprawach wiary i moralności.
Niech nas zatem nikt nie przewyższy w szczerości uczucia, w oddaniu i ofiarności do matki Kościoła i papieża. Niech nas nikt nie wyprzedzi w pracy nad tym, by spełniły się pragnienia Kościoła i papieża, aby poznano i ukochano Kościół i papieża. Niech nas nikt nie przewyższy w zachowaniu wskazań papieskich i to wszystkich bez przemilczeń, bez biadoleń, oziębłości i wahań. Uległość nasza ma być zupełna, synowska i doskonała - uległość myśli, serca i czynu - nie tylko w tym, co papież jako taki uroczyście decyduje w rzeczach wiary i moralności, ale w każdej rzeczy, jakakolwiek by ona była, której naucza, pragnie albo którą nakazuje. Niech nas nikt nie przewyższy w jak najserdeczniejszej delikatności względem papieża, w poświęceniu się i trwałym pragnieniu, by się stać całopalnymi ofiarami, które żyją czcią i najczulszą miłością do Kościoła i słodkiego, widzialnego Chrystusa na ziemi - papieża.
"Niech nas Bóg zachowa - powiem wam, o moi synowie, za Ausoniuszem Franchim, słynnym i zbyt szybka zapomnianym autorem książki pt. (3) - niech nas Bóg zachowa od arogancji i głupiej zuchwałości czynienia się sędziami nad upomnieniami i rozkazami papieża. Niech nas zachowa od pychy diabelskiej, gdyby nas miała skusić do tego, byśmy chcieli regulować lub ograniczać jego prawa i władzę.
Nie do nas należy sądzić tego, który zajmuje na ziemi miejsce Boga, który jest najwyższym przedstawicielem Jego autorytetu i nieomylnym tłumaczem Jego słowa.. Do nas należy wierzyć tylko we wszystka, co on mówi i czynić wszystko, czego od nas żąda. Oby sąd papieża był kryterium naszych sądów, a jego wola - prawem naszej woli i normą naszego działania".
Powinny być stale i zawsze stosowane i wypełniane nie tylko jego formalne rozkazy, ale również jego rady i zwykłe pragnienia jako wyraz tego, co się Bogu podoba, czego od nas Bóg żąda i co za łaską Bożą mamy wypełniać bez dyskusji. Papieża należy szanować jak samego Jezusa Chrystusa. "Kiedy przemawia papież, wtedy przemawia sam Jezus Chrystus" - powtarzał zawsze ks. Bosko.
Być we wszystkim w jedności z papieżem, to być w jedności z Bogiem; kochać papieża - to kochać samego Boga; Boga zaś i odwiecznego Kapłana Jezusa Chrystusa Syna Bożego nie kocha się prawdziwie, jeśli się naprawdę nie kocha papieża. Tą samą miłością, którą kochamy Boga i Jezusa Chrystusa Zbawcę naszego, należy też kochać papieża.
Nasza miłość - Jezus Chrystus został ukrzyżowany. Obyśmy i my wszyscy - będąc zawsze jednego serca, jednej myśli i jednego ducha - w godnym uwielbienia Sercu Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego byli ukrzyżowani razem z Nim.
Nasza miłość - papież jest moralnie krzyżowany. Obyśmy i my wszyscy - będąc zawsze jednego serca, jednej myśli i jednego ducha - w sercu Kościoła, którym jest papież, razem z nim byli na Kalwarii, razem z nim byli ukrzyżowani.
"Jezusa kocha się na krzyżu lub nie kocha się Go wcale" - mówił czcigodny o. Ludwik z Casorii; tak samo jest z papieżem: papieża kocha się na krzyżu; kto się gorszy z jego upokorzeń, do których został doprowadzony, kto nie kocha go na krzyżu - ten nie kocha go wcale.
W obecnych złowieszczych czasach - kiedy to Kościół jest rozrywany i cierpi okropne katusze - starajmy się, o drodzy synowie i przyjaciele, możliwie więcej niż kiedykolwiek uśmierzać jego cierpienia. Starajmy się być dla wszystkich przykładem i wzorem cnót, aby nasze życie i wszystkie nasze czynności świadczyły o tym, jaka zrodziła nas matka, i aby Kościół i namiestnik Jezusa Chrystusa mogli z nas, choć tak ubogich, zawsze się cieszyć i szczycić.
Wtedy i tylko wtedy będzie z nami błogosławieństwo Boże.
Niech Pan czuwa nad nami i niech nam okazuje swoje miłosierdzie; błogosławieństwo Boże niech będzie zawsze z nami i niech stanowi zadatek naszego przyszłego zmartwychwstania i szczęśliwości wiecznej.
O Najświętsza Dziewico, Matko Boga i moja słodka Madonno, dopomóż nam, bo jesteś także naszą Matką.
Jesteśmy najmniejszymi sługami Twojego Boskiego Syna Jezusa; jesteśmy najmniejszymi synami Jego Kościoła; jesteśmy Twoimi najmniejszymi synami, o najsłodsza Matko Miłosierdzia.
Ufamy Ci, wszyscy należymy do Ciebie, jesteśmy wszyscy w Twoich rękach. Dopomóż nam, Najświętsza Dziewico. Strzeż nas. Błogosław nam. Spraw, byśmy wzrastali w miłości Boskiego Syna Twego i Jego namiestnika na ziemi - papieża.
Spójrz na Twego Syna i na Kościół, który jest Jego dziełem, ale także Twoim. Patrz na dusze, za które zmieszałaś Twoje łzy z krwią naszego Pana ukrzyżowanego. O droga Matko Boża, nasza nadziejo i Matko nasza.
Kiedy powstałem od błogosławionych stóp papieża i podniosłem swój wzrok na niego, ujrzałem, że wiara w triumf i w pokój Kościoła, o którym wyżej mówiłem, oświecała - powiedziałbym - w sposób widzialny jego pogodne i białe czoło i całą białą jego dostojną postać.
Wasz najoddańszy w Panu
ks. Alojzy Orione
ze Zgromadzenia "Boskiej Opatrzności"
(1) Wzmianka o trzęsieniu ziemi w 1908 r., Podczas którego uległy zburzeniu Messyna, Reggio Calabria i in. Ks. Orione w tym czasie - z nominacją wikariusza generalnego od samego papieża - niósł pomoc poszkodowanym.
(2) Elastyczni jak np. zwłoki, cadaver.
(3) Ostateczna krytyka.
List z dn. 1913.03.19 List z dn. 1914.03.03
List z dn. 1914.05.09
List z dn. 1916.03.10
List z dn. 1918.10.15
List z dn. 1920.04.19
List z dn. 1920.05.02 List z dn. 1920.06.01
|